W dniach od 4 lipca do 8 lipca w seminarium duchownym w Olsztynie „Hosianum” odbyły się rekolekcje domowego kościoła: Oaza Rekolekcyjna Animatorów Rodzin (ORAR I). Rekolekcje prowadzili Małgorzata i Mirek Andruszkiewicz, Ksiądz Zdzisław Kieliszek, kleryk Robert Raczyński oraz diakonia wychowawcza. Do Seminarium Hosianum przybyły diecezje: Wrocławska, Warmińska, Warszawsko-praska, Siedlecka, Gdańska, Lubelska, Łomżyńska, Ełcka, Toruńska, Opolska, Bydgoska. Przyjechała tez rodzina z Wilna i rodzina z Belfastu. W rekolekcjach uczestniczyło prawie 90 osób; 44 małżonków, 30 dzieci oraz 10 osób diakonii. Najmłodszy uczestnik rekolekcji miał 4 miesiące, najstarszy prawie siedemdziesiąt! Wśród uczestników było tez kilkoro Maleństw pod sercami swoich wspaniałych, dzielnych Mam!!!
Przez 4 dni rekolekcji przeżywaliśmy pogłębienie rozumienie istoty, celu, duchowości i metody Domowego Kościoła. Zgodnie ze wskazaniami ks. Franciszka Blachnickiego odeszliśmy na te parę dni od codziennego życia, codziennych kłopotów i trosk, aby poświęcić czas Bogu, spojrzeć w Jego świetle na swoje życie osobiste, małżeńskie, rodzinne, ustawić to życie z Nim i według Niego.
Podczas godziny świadectw wszyscy byliśmy poruszeni, jakich Pan rzeczy dokonał w naszych sercach, jak nas przemienia, jak pozwala siebie odnaleźć w spotkanych na rekolekcjach braciach.
Pan jest wielki, niech będzie mu chwała w tym, jak działa w naszym życiu!!! Alleluja!!!
Świadectwo Eweliny i Pawła
Nasze małżeństwo mamy budować na Bogu – aby wszystkie uderzające w nas potoki i burze nie zachwiały naszym domem
– Ewelina i Paweł
Szczęść Boże,
Na rekolekcje ORAR I do Olsztyna zapisywałam moją rodzinę w momencie dość niespokojnym dla nas.
Od końca marca moja teściowa przebywała w szpitalu w związku z operacją serca, po której – w wyniku komplikacji przy przyjmowaniu leków na rozrzedzenie krwi – doznała wylewu. Skutkowało to kolejnymi dwiema operacjami na mózgu. Jedna z nich miała miejsce w nocy, w Wigilię Paschalną. W tym roku Wielkanoc spędzaliśmy z mężem w szpitalu, stojąc nad łóżkiem jego mamy, podłączonej do całej aparatury. Rokowania lekarzy nie były dobre. Była to niezwykle trudna sytuacja dla mojego męża, który musiał przez cały czas wspierać swojego ojca w tej ciężkiej sytuacji zdrowotnej. Teściowa przez długi czas przebywała w izolatce, gdzie dostęp do niej mieli tylko teść i mój mąż – ich jedyne dziecko.
Sytuacja odbiła się na naszej rodzinie, szczególnie na dzieciach, które są małe i nie były w stanie zrozumieć częstych wizyt taty w szpitalu czy jego wyjazdów do dziadka, który bardzo potrzebował obecności syna.
W momencie zapisu na rekolekcje, kiedy wysłałam mężowi informację do kalendarza z terminem rekolekcji, w pierwszej odpowiedzi od niego otrzymałam: „być może”. Niemal wszystko w tamtym czasie w jego odpowiedziach miało formę: „być może”, „nie jestem pewien”, „nie wiadomo, jak będzie” itp. Mój małżonek był bardzo emocjonalnie rozdarty między pomocą rodzicom a standardowymi obowiązkami ojca i męża. Bardzo go to przerosło, a mnie brakowało sił – i szczerze – chęci, żeby go wspierać. Modliłam się, żeby Maryja dodawała mi sił do opieki nad dziećmi, a mężowi – żeby bezpiecznie wracał do domu po dniu w pracy i szpitalu.
Tamten czas odbieram jak silne uderzenie „wichru i potoku” w nasz dom – naszą rodzinę.
Modliłam się, żebyśmy mogli dotrzeć na rekolekcje, bo będąc już w formacji Domowego Kościoła, wiedziałam, że rekolekcje zawsze przynoszą dobre owoce. Bardzo pomogły tutaj dzieci, szczególnie synowie, którzy praktycznie od momentu zapisu chcieli już pakować torby na rekolekcje 🙂
Na rekolekcje dotarliśmy – był to bardzo dobrze spędzony czas, owocny i pomocny dla naszej rodziny.
Szczególnie dwa aspekty utkwiły mi w pamięci z tych rekolekcji. Jednym z nich było świadectwo Mirka i jego historia choroby oraz uzdrowienia, przedstawiona podczas konferencji o modlitwie – w odniesieniu do sytuacji, którą przeżywali i nadal przeżywają teściowie. To świadectwo przekazaliśmy im.
Drugą sprawą, już ważną dla nas i naszego małżeństwa, było to, że podczas adoracji dla małżonków, na karteczkach przeznaczonych dla współmałżonka, oboje napisaliśmy sobie słowa, które mamy wygrawerowane na naszych obrączkach: Totus Tuus, Tota Tua.
Żadne z nas nie spodziewało się, że napiszemy właśnie te słowa – tak ważne dla nas w momencie zawierania sakramentu małżeństwa 15 lat temu. Zbieg tych wszystkich wydarzeń z tego roku oraz przypomnienie tych słów po latach stanowią dla mnie jasny znak, że nasze małżeństwo mamy budować na Bogu – aby wszystkie uderzające w nas potoki i burze nie zachwiały naszym domem, którego początkiem jest sakrament małżeństwa, a namacalnym znakiem – obrączki z wygrawerowanymi słowami.
Ewelina i Paweł